Inni o mnie


W dniach 12 i 13 czerwca 2014 r. uczniowie młodszych i starszych klas szkoły podstawowowej uczestniczyli w spotkaniu z poetką, nauczycielką, pasjonatką szybownictwa – Anną Magdaleną Mróz. Pani Anna jest warszawską poetką, laureatką wielu nagród literackich. Podczas spotkania poetka opowiedziała o sobie, o swojej wielkiej pasji do tworzenia i lotnictwa. Obydwie te pasje połączyła. Jest jedyną poetką piszącą „wiersze lotnicze”. Pani Anna Magdalena Mróz nawiązała serdeczny i ciepły kontakt z uczniami, którzy bardzo chętnie słuchali jej opowieści i wierszy. Wiersze były odczytywane przez autorkę po polsku, a ich przekłady w języku angielskim przez uczennicę z klasy VI Olę Wircińską. Poezja bogaci nasze życie duchowe, uwrażliwia, dlatego tak bardzo cenimy sobie tego typu spotkania. Na zakończenie pani Anna wręczyła uczniom „Lotnicze Bajki” wraz z dedykacjami.

 Katarzyna Łękarska dyrektor Szkolnego Punktu Konsultacyjnego
im. Lotników Polskich przy Ambasadzie RP w Londynie, http://szkolapolska.co.uk/


Teacher, glider enthusiast, aviation lover and poet, Anna Magdalena Mróz, lives in Warsaw in her native Poland. Many of her romantic and nostalgic poems are inspired by the classics of world poetry, with much of her inspirational work now having been translated into English. Anna is a member of both literary and aviation associations, and has won both Polish and international poetry awards.

 

                                             Bruce Stephenson, glider pilot, ‘VGC News’ Editor


Poetka przestworzy

W ramach kolejnego, 68 czwartkowego spotkania Kawiarni Literackiej – 13 lutego 2014 r. o godz. 18.00 mieliśmy okazję poznać w „Modraczku” osobę pod każdym względem wyjątkową.

Była to Anna Magdalena Mróz, poetka z Warszawy, autorka trzech tomików poetyckich: „Niebieskie od powietrza i ciepłe od trawy”, „Trzeci diament”, „Gesty ażurowe”. Spotkanie otworzyła, witając autorkę oraz przybyłych gości, Agnieszka Buzalska – dyrektor „Modraczka”. Prowadziła, jak zawsze, Barbara Jendrzejewska.

Poetka posiada wykształcenie wyższe, studiowała pedagogikę na Uniwersytecie Warszawskim i filologię angielską na UAM-ie (pisze, więc także w języku angielskim), a jej drugą pasją obok poezji jest szybownictwo. Przyznała, że zamiłowanie do literatury wyniosła z domu rodzinnego, a gdy była małą dziewczynką, dziadek czytał jej na głos najsłynniejsze dzieła polskiej literatury, takie jak „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza czy „Beniowski” Juliusza Słowackiego. Jako dziecko bawiła się często wśród hangarów, choć nie było to zbyt bezpieczne. Na samym początku spotkania podzieliła się wspomnieniem z dzieciństwa, wydarzeniem, od którego zaczęła się jej wielka fascynacja lotnictwem… Gdy była na wakacjach i szła z ciocią wiejską dróżką, bardzo nisko nad ich głowami przeleciał samolot „MiG-21”. Obecni tam ludzie przestraszyli się, włącznie z jej ciocią i padli na ziemię. Tylko ona jedna stała nadal i powiedziała: „Ciociu, ja będę latać!”. Jej kariera zawodowa potoczyła się inaczej, ale to nie przeszkodziło w realizacji marzeń o lataniu.

Zapytana o początek przygody z poezją, odpowiedziała, że wiersze zaczęła pisać w wieku 17 lat. Uprawia rzadko dziś spotykany i wymagający nie tylko talentu, ale i ogromnej pracy, wiersz klasyczny, sylabotoniczny, ze średniówką, rymem, rytmem, podziałem na zwrotki. Twórczość Anny Magdaleny Mróz zdaje się przeczyć obiegowym stwierdzeniom, że rymy się wyczerpały, że nawet zasób słów, które się rymują, jest tak ograniczony, iż nie można wymyślić już nic nowego. Autorka do dziś konsekwentnie przestrzega zasad rytmicznego i rymowanego trzynastozgłoskowca i tworzy naprawdę dobrą poezję, która nie straciła ani świeżości formy, ani aktualności, jeśli chodzi o podejmowane tematy. Jej tomiki autorskie – dzięki zaangażowaniu różnych osób – są obficie ilustrowane kolorowymi oraz sepiowymi zdjęciami i rysunkami. W „Gestach ażurowych” są to często portrety kobiet w stylu lat trzydziestych, natomiast w „Trzecim diamencie” – zdjęcia polskich szybowników i lotników. Poetka twierdzi, że „żyjemy w epoce kultury obrazkowej” i trzeba różnych chwytów, aby przyciągnąć młodzież do książki. Nie jest to jednak jedyny powód zamieszczania ilustracji w tomikach poetyckich. Wynika to z wysublimowanego poczucia estetyki, charakterystycznego dla autorki „Gestów ażurowych” (sam tytuł budzi skojarzenia z czymś delikatnym, misternym i pięknym). To ozdabianie jest ekspresją jej natury, rozmiłowanej nie tylko w odległych, niebiańskich przestworzach, ale i w urodzie rzeczy, przedmiotów podkreślających urodę kobiecą – „fetyszy” – jak trafnie to określiła prowadząca Barbara Jendrzejewska.

Ważną inspiracją dla Anny Magdaleny Mróz jest twórczość poetycka Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Chodzi nie tylko o formę niektórych wierszy, ale o podejmowane tematy, związane z lotnictwem. Z tym, że u legendarnej „Lilki” fascynacja ta wiązała się z życiem uczuciowym i osobistym (romans z portugalskim lotnikiem José Sarmento de Beires, małżeństwo z oficerem lotnictwa Stefanem Jasnorzewskim), natomiast u naszej autorki miłość do lotnictwa jest całkowicie bezinteresowna i oddzielona od życia osobistego. Obecny na spotkaniu mąż, właściwy i jedyny adresat erotyków Anny Magdaleny Mróz, jest związany z całkiem przeciwnym żywiołem – z morzem (z zawodu jest nawigatorem). Powiedzenie, że „przeciwieństwa się przyciągają”, nie jest chyba nigdzie bardziej prawdziwe niż w tym przypadku. Wpływ poetycki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej zaznacza się szczególnie we wspomnianych już „Gestach ażurowych”. Jest to liryka kobieca, czego autorka absolutnie się nie wypiera. Występujące w niej motywy – rękawiczki, koronki, perły, pióra, woalki – to „wabiki”, atrybuty kobiecości, sposoby zwracania uwagi na siebie. Autorka – w nieco Proustowskim stylu – podzieliła się jeszcze jednym wspomnieniem, jakie ukształtowało jej wyobraźnię. Jak przyznała, lubi perfumy, a szczególnie te o zmysłowym, orientalnym zapachu. Pamięta z dzieciństwa zapach torebki babci – pachniała właśnie takimi perfumami – po latach udało jej się zdobyć perfumy tej samej nazwy i marki.

W „Trzecim diamencie” Anna Magdalena Mróz opisuje uroki szybownictwa, ale główną inspiracją, (o czym świadczy bezpośrednio tytuł) było pragnienie uhonorowania trzecim diamentem (laurem mistrzostwa szybowcowego) śp. Wojciecha Malca – instruktora, który zginął tragicznie w 1993 r. Swoją fascynację szybownictwem tłumaczy w ten sposób, że w szybowcu – inaczej niż np. w samolocie pasażerskim – jest bezpośredni kontakt z przestrzenią, co daje poczucie wolności, swobody i możliwość spojrzenia na świat z lotu ptaka.

Oprócz poetów – stałych bywalców, po raz pierwszy gościli w „Modraczku”: Joachim Andrzejewski, młody poeta mieszkający w Poznaniu, a pochodzący z Bydgoszczy, student UAM oraz Krzysztof Szarszewski z Torunia, który zaprezentował dwa wiersze zadedykowane poetce.

Poetka, zapytana przez Barbarę Jendrzejewską o dalsze plany twórcze, zdradziła nam, że ma gotowy tomik wierszy lotniczych dla dzieci. Tak spotkanie dobiegło końca i trzeba było z obłoków zejść na ziemię. Tomiki poetyckie cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, – co świadczy o tym, że prezentowany, klasyczny rodzaj poezji nie tylko się nie przeżył, ale nadal przemawia do czytelnika. Poza tym – wszyscy byli pod wrażeniem tej niezwykłej osoby, która – uprawiając tak „męski” sport, ani trochę nie traci ze swej kobiecości i subtelnej elegancji – tak w życiu, jak i w wierszach.

Elżbieta Rogucka, dziennikarka, Moje Miasto Bydgoszcz, 18.02.2014

              http://www.mmbydgoszcz.pl/473332/2014/2/18/poetka-przestworzy?category=kultura


 Ażurowe ósemki

Anna Magdalena Mróz to poetka sporo inwestująca w autopromocję, o czym świadczą eleganckie zaproszenia, wielobarwne zakładki, kalendarze oraz same tomiki autorskie, hojnie ilustrowane kolorowymi zdjęciami i sepiowymi rysunkami (dwa w jednym). Nie inaczej jest z „Gestami ażurowymi” – najnowszą książką poetycką warszawianki. Od debiutanckiego zbiorku (2008 r.) nie ulega zmianie także forma przekazu – autorka wciąż preferuje oktostychy dzielone na pół. Niekiedy wystarczają jej tetrawersowce – wszystko uzbrojone w klasyczne rymy, cezury, regularność. Ewidentnie temu pisarstwu patronuje Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.

Patronat ów jest widoczny również w doborze tematów, w percepcji świata, w sposobie komentowania motywów mniej lub bardziej banalnych, baśniowych czy… babskich! Bo, jak słusznie zauważa w posłowiu Jan Zdzisław Brudnicki, „Gesty ażurowe” to liryka kobieca. Na szczęście A. M. Mróz nie jest nawiedzoną feministką, ale – ku uciesze brzydszej połowy ludzkości – raczej obnosi się ze swoją kobiecością, przymierzając się do roli gejszy, damy, arystokratki. Zawsze zwiewna, subtelna, tajemnicza i uwodzicielska, jakby grubo przedwojenna („W buduarze”, „Latarnia gazowa” etc.). Zapewne to imaginacyjne retro-ukierunkowanie ma jeszcze bardziej podkreślać ostentacyjną kontr awangardowość tej poezji. Pani Ania chce być zaliczana do grona naszych literackich tradycjonalistów w rodzaju Błachuckiej, Hermaszewskiego, Rudnickiego, Utkina czy Węgrzyna. W programowych aspiracjach nie jest odosobniona i to powinno dodawać jej animuszu.

Zdecydowanie in plus należy odnotować jedno novum w tej rewii antyku. Mam na uwadze odświeżające poszerzenie tematyki w stosunku do poprzednich propozycji warszawskiej poetki, celowo krążącej wokół jednego wątku: szybowania w przestworzach. Różnorodność asocjacji, porównań, zapożyczeń (np. z Deotymy, z autorki „Pocałunków”, nawet z Marcela Prousta) pozwala uniknąć wrażenia monotonii tak charakterystycznego dla cyklów lotniczych (choćby z „Trzeciego Diamentu”).

Wiersze Anny Magdaleny Mróz przypominają ażurowo-koronkowe wycinanki, miniatury o prostej, ale pomysłowej strukturze. Ich wielowymiarowa delikatność znakomicie koresponduje z naturalną, bezpretensjonalną kobiecością poetki. Natomiast swobodne posłowie Jana Z. Brudnickiego, przecież świetnego krytyka stanowi ich akuratne dopełnienie, skądinąd o randze swoistego wyróżnienia.

Stanisław Chyczyński

Stanisław Chyczyński, poeta, literat, krytyk i znawca literatury, NIHIL NOVI, numer 27, wiosna 2013


 Filiżanka czarodziejskiej herbaty

Zbiór wierszy Gesty ażurowe Anny Magdaleny Mróz to liryka kobieca, czego autorka nie tai ani wewnątrz wypowiedzi poetyckich, ani w komentarzach. Na zapleczu zatem tej twórczości widnieją wyraziste wzorce. Maria Jasnorzewska-Pawlikowska objawiała emocje wysubtelnionej artystki, dla której nawet w chorobie tu zakwita Miłość, jak storczyk ustronny. Wisława Szymborska z uśmiechem obserwuje małe wieczności, dramatyczne losy człowieka, jakby spoglądając nań z ubocza. Halina Poświatowska – rozdrażniona moim żywym organizmem – wyraża wręcz porażenie i przerażenie kruchością ciała. Dziś płynie rzeka liryki kobiecej, bardziej zróżnicowanej, bo więcej prywatnej, od męskiej.

Autorka niniejszego tomu bliższa jest Zalotnicy niebieskiej, czyli Jasnorzewskiej, dzięki wcieleniom w bajeczną podróżniczkę, na tle rajskich krajobrazów. Lubi przebrania a to w księżniczkę, a to w strojnisię, a to w fantastkę, wyobrażającą sobie ogrody oblubieńców, egzotyczne krajobrazy. Sam tytuł zbioru Gesty ażurowe, sugeruje elegancję stylu owej Pani zmierzchuPani złotej godziny, złotego blasku przed zachodem słońca. Z poetką epoki Skamandrytów łączy też współczesną autorkę fascynacja lotnictwem – wolnym lotem, szybowaniem, przestrzenią, lotniskiem i… pilotami. Nim jednak rozszyfrujemy idee tego zbioru koniecznie trzeba się zająć jego stylistyką.

Subtelności, półtony i aluzje – to cechy tych wierszy utrzymanych w nienagannej stylistyce wiersza klasycznego z jego zwrotką, rymem, średniówką, rytmem, sylabotoniką. Jakby autorka chciała powiedzieć: jestem przewrotnie nieawangardowa. Nawet cofa się do prostych pieśni i rymów dziecięcych. Jest w takiej wypowiedzi składowa ballady, jest Leśmianowskie niewyobrażalne, gdy nicość nie boli, jest dziwotworzenie bezduszne, gdy zwraca się do kobiet, pragnących zatrzymać przemijającą młodość – Alchemik. Baśnią codzienną można określić tajemnice dookolnego świata. Dotykamy tych spraw, gdy czas wymyka się spod władzy zegara, gdy dom opanują staroświeckie smaki, gdy wyobrazimy sobie zimowy sen jaszczurki, gdy zmienimy perspektywę wzroku i spojrzymy ku przyziemnemu królestwu butów. Innym razem znajdziemy się pośród symboli, które nie wiedzieć, dlaczego skojarzyły mi się z Rimbaudowskimi światłami, statkami i diamentami. Będą tam muzyczne łąki, tańczące ważki, kropla wody zachwycona karuzelą światła wielobarwnej tęczy, zupełne utożsamienie się z naturą, czy wyobraźnia przyrównana do lawiny myśli.

Ale innym razem następuje oswojenie świata wewnętrznego. Dzięki filiżance herbaty można powrócić do sielskiego dzieciństwa. Magiczne słowo natchnienia zmienia groźne sensy na przeciwne, a warszawskie Powiśle było bajeczna przygodą dzieciństwa. Tu trzeba dodać, że część wierszy, tych kryształowych, dzwoneczkowych, mirażowych, akwarelowych, muzykujących – kierowanych jest zarówno do małych jak i dużych, czyli czytelników dorosłych i dziecięcych. Tak jak to było u Marii Konopnickiej, czy Kazimiery Iłłakowiczówny.

Tak to, autorka po wcześniejszych próbach poezji okazjonalnej, głównie w stosunku do środowiska lotniczego, proponuje tom liryki i ton wystylizowany indywidualnie. Spoza pieszczoty spojrzeń, lśnień, jedwabiu, muśnięć pędzelka na policzku pojawiają się też pytania zasadnicze. Na pierwszym miejscu – o życie prawdziwe, intensywne, o tajemnice ziemi, nieba, życia i nierzadko aniołów. Dla awangardystów przyda się przypomnienie w wierszach poetki, czym jest istota kobiecości, rozkwitłej, emanującej salonem, buduarem, aleją w parku, ale też pamiętającej kalekość, uwięzienie, mole nicości i słowo dni szarych

Dodałbym na koniec, że wiersze te uczą panowania nad formą, plastycznego patrzenia na świat, i wnikliwego obserwowania wszystkiego, dosłownie, nawet tego, co najmniejsze i najbardziej ulotne.

Jan Zdzisław Brudnicki

Jan Zdzisław Brudnicki, poeta, krytyk literacki, członek Związku Literatów Polskich


Tomik „Niebieskie od powietrza i ciepłe od trawy” jest zbiorem debiutanckim mającym wszakże znamię indywidualności. Nie chodzi mi jednak o to, co najbardziej widoczne na pierwszy rzut oka, czyli konsekwentne trzymanie się zasad rytmicznego i rymowanego trzynastozgłoskowca. Przestrzeń poetycka Anny Magdaleny Mróz – to jej własny fragment nieba na ziemi, już odkryty, ale jednocześnie nieustannie konstruowany na nowo z chmur, wspomnień, uczuć i spostrzeżeń, z dotyku mowy, zapachów, kolorów, tęsknot i marzeń. Konstrukcja to delikatna i ulotna także w dosłownym sensie, bo Autorka lubi, gdy zapachy, smaki i dźwięki unoszą się w chmurach i szybują wśród niebieskiej ciszy.

Piękno i sens życia – mówi – nie kryją się w formułach. Paradoks życia i miłości to bycie wśród „rozsypanych zdarzeń”, które trzeba poskładać w umysłu podziemiach. W nigdy niekończącej się opowieści, na stronach wzruszenia są przecież ważne znaki, kierujące człowieka ku temu, co ważne, prawdziwe, piękne i co daje szansę szczęścia. Warunkiem sensownego i szczęśliwego życia jest świadomość tego, czym na tym świecie jesteśmy obdarowani, świadomość wagi wielu drobnych, ale pięknych rzeczy i zjawisk. Piękno to dla niej zmienność, nietrwałość, kruchość przeróżnych obrazów natury. Piękno to zabawa skojarzeniami, obrazami, które trwają tylko w jej wyobraźni, ale są przecież budowane z cudów istniejących w naturze. Kropla deszczu mała i bezbarwna zostaje przemieniona przez promień słońca i możemy doświadczyć cudu tęczy. Obłok to nie tylko plama na niebie, to pułapka dla kropli wilgoci. Świat tej poezji jest zbudowany z łagodnego zachwytu życiem i możliwościami bywania w sferze miedzy jawą a snem, z radości, jaką daje pisanie baśni we dwoje, z wdzięczności za doświadczenie dobra, za to, że anieli, co prawda tracą skrzydła, ale dzięki temu zostają wśród ludzi.

Bywa jednak, że człowiek bierze sieć pajęczą za kłębek Ariadny. „Włożyłam sens w drobiazgi półsypkie i płaskie” – pisze o ludzkich błędach poetka.

„Piorun uderzył celnie – bałam się o siebie,
Mój świat był ołowiany, a dusza stopiona.”

Przeciwwagi dla takich doznań dostarcza Autorce przeżywanie wartości, jakie stanowią sztuka, miłość i etyka. Mówi o tym zupełnie bez patosu, zwyczajnie i szczerze. Strach znika przecież dzięki obecności bliskich, dzięki mądrości i dobroci innych ludzi. A światło niezbędne w naszym życiu rodzi się z wiary. Tak jak poezja.

dr Anna Cegieła, pracownik naukowy Wydziału Polonistyki Uniwersytetu
Warszawskiego, zajmuje się kulturą języka, etyką słowa,
językiem inteligencji, polszczyzną publiczną.


„Trzeci diament” można by nazwać epopeją lotniczą, gdyż poetka Anna Magdalena Mróz nie tylko opiewa wszelkie uroki szybownictwa, ale też poszerza tematykę o motywy wojenne („Niebo nad Warszawą”), czy wspomnienia z dzieciństwa („MiG-21”). Sam tytuł zdaje się nawiązywać do głośnej niegdyś powieści Janusza Meissnera „Trzy diamenty”. Dla warszawianki asumptem do napisania TAKIEJ książki była chęć uhonorowania trzecim diamentem (laurem mistrzostwa szybowcowego) śp. Wojciecha Malca – instruktora, który zginął w wypadku lotniczym (1993). Oprócz tego parę wierszy dedykowała innym tragicznie zmarłym szybownikom („Pamiętasz?”, „Gdybyś słyszał…?”), ale niemal całą resztę poświęciła swoim kolegom i przyjaciołom. Co drugi wiersz ma desygnowanego adresata. Całość przypomina kosz lirycznych kwiatów – jako swoisty prezent dla grona wybrańców. Wśród entuzjastów szybownictwa ,,Trzeci diament” ma szanse stać się prawdziwym hitem…

Publikację uzbrojono w posłowie, zwierzenia różnych pilotów, wyszukane i (nierzadko) wysmakowane fotografie oraz słowniczek ,,dla niewtajemniczonych”… Wojujący czciciel rymu Z. Szwaja powinien być ukontentowany – znajdzie tam maksymalne sparzenie rymów: gramatycznych i niedokładnych, żeńskich i męskich, prostych i trudnych. Zauważalne są wpływy A. Asnyka (trzeźwość sądu), A. Achmatowej (analogiczna wrażliwość), K. Wierzyńskiego (radość życia, apetyt na ekstremalne wrażenia)… Wiersze Anny M. Mróz są klarowne (zrozumiałe), plastyczne (siła wizualności) i pogodne (przewaga optymizmu). Nawet śmierć – z którą użytkownicy podniebnych machin powinni być oswojeni – została tutaj odmalowana powściągliwie i podniośle („Na murawie trzepotał roztrzaskany motyl…”etc.). Autorka wyznaje: ,,Bo obłok jest kielichem z obietnicą wrażeń / Latanie zaś nałogiem i formą istnienia” („Narkotyk”). Potwierdzają to słowa Janusza Darochy, wielokrotnego medalisty w lataniu precyzyjnym i rajdowym: „Latanie – magiczne uzależnienie, dające poczucie bezkresnej wolności”. Potwierdzają to opinie innych mistrzów pilotażu, przytoczone na początku książki. Jej druga część zawiera fraszki i wiersze satyryczne, w których autorka dworuje sobie z lotniskowych pomocników, młodych adeptów szybownictwa, kursantek, a nawet z doświadczonych pilotów. „Leciał lotnik po odznakę – / Nie doleciał, bo pił sake” – oto drobny przykład humoru a’la Mróz. Z poezją jak z lataniem – raz się trafi na komin, innym razem wpadnie w korkociąg. Na pewno są to zajęcia dla odważnych. „Każdy przecież latać może – / Jeden lepiej, drugi gorzej”…

Stanisław Chyczyński, poeta, literat, krytyk i znawca literatury, AKANT nr 13(156)
grudzień  2009, Epopeja lotnicza


Niewielu jest poetów piszących o lataniu w tak przemawiający do lotników sposób, jak Anna Magdalena Mróz.

PRZEGLĄD LOTNICZY, październik 10/09 (182)


Latanie od wieków było marzeniem wielu ludzi. Przyszedł czas, że to marzenie stało się rzeczywistością. Obecnie jest zawodem, sportem, podniebną turystyką, życiową przygodą. Jako pilot szybowcowy i samolotowy dodam: lotnictwo, nawet to najszerzej rozumiane, jest poezją życia. Latający nie bez powodu czuje się często jak ptak. Ziemia widziana z lotniczego nieba jest o wiele piękniejsza od tej deptanej, na co dzień. A ludzie wspominani z wysokości są o wiele lepsi i bardziej przyjacielscy. Podniebne żeglowanie statkami powietrznymi i błękitne skoki spadochronowe poza poezją życia są także dla coraz większej liczby ludzi formą istnienia. Czuje to bardzo mocno i o tym pisze lotnicza poetka Anna Magdalena Mróz. Przestrzeń jest kobietą – trudno o niej nie myśleć. Przytul moje fantazje do skrzydlatych ramion – to także jej słowa. Te słowa i liczne podobne, jakże piękne podniebne kwiaty, dominują w książce Trzeci diament – w tomiku, który polecam.

Henryk Kucharski, dziennikarz lotniczy, wieloletni redaktor SKRZYDLATEJ POLSKI


Warszawska poetka to szczęśliwa właścicielka czarodziejskiego pióra – może nim napisać wiersz o dowolnej rzeczy (o każdym drobiazgu), zjawisku lub sytuacji, nadając im metaforyczny, symboliczny, uniwersalny wymiar. To imponuje, ale największe wrażenie – swoją „egzotyką” – zrobił na mnie cykl tytułowy, czyli 13 wierszy o podniebnych wojażach szybowniczki. Może dlatego, że nigdy nie oglądałem matki ziemi z lotu ptaka. Oto drobna próbka takiej optyki: – / Leciały nad domami wysmukłe stworzenia – / Prężyły ostre skrzydła do skoków gotowe, / Odkryły świat kominów – pół słońca, pół cienia- / Tropiły ślady wiatru, przejrzyste i chłodne (…). Strofy te pozwalają ignorantom mojego pokroju zrozumieć, co może odczuwać lotna wyobraźnia artysty – jeśli fruwa jak ważka.


Stanisław Chyczyński, poeta, literat, krytyk literacki, AKANT nr 6(148)
czerwiec 2009


Zasłuchał się dumny Spitfire… Nawet Gil przycupnięty daleko pod ściana hangaru ocknął się ze swej półwiecznej drzemki… Ciekawska Kukułka usiadła jak najbliżej, by nie stracić ani słowa… Nietoperz czerwieniał w górze… Tymczasem pod skrzydłami P-11 trwały zaklęcia Przestrzeni… Przestrzeń jest kobietą, trudno o niej nie myśleć, nie zdobyć…- tak mówi w swych wierszach Anna Magdalena Mróz, której utwory można było usłyszeć w Muzeum Lotnictwa Polskiego w wykonaniu samej autorki… Wyjątkowy klimat spotkania nie sprzyjał szybkiemu rozejściu się uczestników – rozmowom nie było końca… wszak niełatwo opuszcza się Muzeum Lotnictwa Polskiego, gdy jego własna magia skrzydeł zostaje spotęgowana poezją…


Elżbieta Gedl, szybowniczka, dziennikarka, Niebieskie od Powietrza i ciepłe od trawy
http://lotniczapolska.pl/Niebieskie-od-powietrza-i-ciepłe-od-trawy-,7599


Twierdzą niektórzy, że rymy się wyczerpały. To, tylko takie tłumaczenie dla tych co uważają się za spełnionych poetów, choć nigdy nie popełnili wiersza rymowanego, chwytającego za serce rytmiką, melodyjnością, nie mówiąc już o samej treści. A przecież jest całe morze konfiguracji słów i asonansów. Wystarczy wsłuchać się w muzykę duszy i, tego najlepszym dowodem, tej iskry Bożej jest Anna M. Mróz…


Józef Janczewski, poeta, malarz, recenzent


Jednym z kluczy interpretacyjnych do wierszy Anny Magdaleny Mróz, bardzo szlachetnych w klasycznej formie trzynastozgłoskowca, może być pojęcie nostalgii. Ludzkich tęsknot jest w nich wiele, jak ta za lataniem w utworach o szybownikach, chmurach czy mewie. Pojawia się także tęsknota za przeszłością… W zaprezentowanych, w debiutanckim tomiku, wierszach można dostrzec subtelne nawiązania do poezji twórców inspirujących autorkę: Bolesława Leśmiana, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego czy Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej. Zachowują one jednak swoją silną indywidualność i świeżość, nie tylko wiosenną… Trudno nie odnieść wrażenia, ze właśnie takiej poezji wciąż brakuje na dzisiejszym rynku wydawniczym, utworów poruszających tematy ważne w sposób piękny i dojrzały…


Katarzyna Kasjanowicz, dziennikarka „Naszego Głosu” Nr 5 (134) maj 2008